Ostatnio natknęłam się na dyskusję o innowacji w Polsce. I strasznie mnie ona rozzłościła, muszę się przyznać. Przedstawiciele firm takich jak o2, Agora i Fotka zawzięcie dyskutowali, jak to w Polsce w zasadzie nie da się robić innowacji – nic bardziej mylącego według mnie. Ale zanim wyjaśnię, dlaczego tak myśle, może warto by zdefiniować, co to znaczy innowacja. Definicje postanowiłam zaczerpnąć z dwóch źródeł: tradycyjnego, czyli słownika biznesu (bo w końcu o innowacji w biznesie była ta dyskusja) i ze źródła w swej naturze fenomenalnie innowacyjnego, czyli z Wikipedii.
Słownik biznesu mówi o innowacji tak:
“Innowacja to proces, dzięki któremu pomysł lub wynalazek zostaje przełożony na produkt lub usługę, za którą ludzie są skłonni zapłacić. Aby być innowacyjnym, pomysł musi być powtarzalny przy utrzymaniu odpowiedniej ceny i zaspokajać specyficzną potrzebę. Innowacja to świadome użycie informacji, wyobraźni i inicjatywy w celu dostarczenia większej lub nowej wartości z istniejących środków, i zawiera w sobie wszystkie procesy, dzięki którym nowe pomysły są generowane i zamieniane na użyteczne produkty. W biznesie, innowacja często wynika z użycia pomysłów naukowych lub technicznych zorientowanych na zmniejszenie przestrzeni pomiędzy potrzebami lub oczekiwaniami użytkowników i wydajności produktów firmy. W kontekście socjalnym, innowacja to wprowadzanie nowych metod współpracy, elastycznego sposobu pracy oraz kreowania siły zakupowej.”
Wikipedia (sama będąc niesamowicie innowacyjnym rozwiązaniem) mówi o innowacji w następujący sposób:
“Innowacja to nowy sposób robienia czegoś. Można ją odnieść do zmian ewolucyjnych,inkrementalnych i rozwojowych lub do zmian radykalnych, rewolucyjnych w sposobie myślenia, kreowania produktów, aplikacji procesów lub organizacji grup. Wynik innowacji jest zwykle dzielony na wynalazki, czyli pomysł, który pokazał, że coś można zrobić inaczej, i innowacyjne rozwiązania, czyli pomysły, które zostały zaimplementowane i stały się sukcesem. W dziedzinach takich jak sztuka, design, technologia ale też, na przykład, polityka rządu, aby coś zostało uznane za innowacyjne, musi być ono radykalnie inne od istniejącego rozwiązania. W ekonomii innowacja oznacza wyższą wartość rynkową, wyższą wartość dla użytkownika lub/i dla producenta. Celem innowacji jest pozytywna zmiana; stobienie czegoś lepiej. Innowacja prowadzi do zwiększonej produktywności i służy jako podstawa do wzbogacenia ekonomicznego.”
Oba te źródła wskazują na dwa typy innowacji:
- innowację ewolucyjną, która, według mnie, najczęściej jest widoczna w Polsce. Zawiera ona w sobie inkrementalne zmiany w technologii lub procesach na zasadzie zmian ciągłych lub zmian skokowych. Zmiany ciągłe prowadzą do alteracji cech istniejącego produktu i nie wymagają od użytkowników zmian w ich rutynowym używaniu produktu. Zmiany skokowe prowadzą do wprowadzenia nowych produktów lub rozwiazan, które wymagają od użytkowników zmian w rutynie używania.
- i innowację rewolucyjną, czyli radykalne zmiany w technologii lub procesach. Zmiany te prowadzą do istotnych zmian w zachowaniach użytkowników i często wpływają na częściową lub całkowitą zmianę ich rutynowych zachowań.
Typ innowacji adaptowanej w firmach tak naprawdę równa się poziomowi ryzyka finansowego: im bardziej rewolucyjne rozwiązanie, tym większa szansa na duże straty finansowe w sytuacji, kiedy produkt lub proces okaże się rynkowo nietrafiony. Dlatego rzadko widzi się naprawdę nowe produkty lub procesy; w większości przypadków nawet firmy postrzegane za liderów w innowacji (jak Apple, Google, Nokia, Sony, Facebook, LinkedIn) tak naprawdę nie wprowadziły nic rewolucyjnie nowego w strefie produktowej (na poziomie wynalazków Bella czy Forda), ale zaryzykowały rewolucję w procesach (googlowe ad-words czy applowe iTunes ) w celu zdobycia już istniejącego rynku.
Dlatego złości mnie to, że panowie Michał Brański, Michał Olszewski i Rafał Agnieszczak tak lekko mówią o tym, że w Polsce innowacji się nie robi. Oczywiście, że tak i pewnie nawet robi się ją w ich firmach. Pan z Fotki opowiadał o zmianach prowadzących do spłaszczenia struktury organizacyjnej i zmian w sposobie prowadzenia grup projektowych. Pewnie, że Google czy cała masa start-upów w Dolinie Krzemowej mają podobną strukturę, ale nie zmniejsza to faktu, że jest to innowacja. Pozostali panowie dyskutują o zmianach w sposobie sprzedaży – to też innowacja, może nie na poziomie technologicznym, ale jednak. A tak naprawdę to zaprosiłabym do takiej dyskusji kogoś z Merlina (który z dużym sukcesem walczy z amazonem), kogoś z Allegro (które odważnie poszerza swoją działalność i wychodzi poza to, co robi eBay), kogoś z Naszej-Klasy (która ciągle myśli o nowych pomysłach na serwisy w sferze Internetu) i kogoś z radiownet.pl (który promuje społeczne dziennikarstwo radiowe) . Może tam kultura firmy motywuje pracowników do myślenia innowacyjnego, do tworzenia rozwiązań wychodzących poza to, co znane, do chociaż odrobiny ryzykanctwa twórczego. Bo jeśli ktoś mówi, że w Polsce nie da się robić inowacji, że to jest tylko możliwe za granicą, to nigdy nie powinien byc na stanowisku, które na na celu generowanie innowacji. Bo takim myśleniem zabija innowację, zanim jeszcze ma ona szanse na powstanie. Bo, żeby być innowacyjnym, trzeba się odważyć a nie szukać wymówek, że sie nie da.
A jakby ktoś chciał więcej posłuchać o innowacji, to zapraszam do Radia Novum na radiownet.pl


Bardzo ciekawy wpis
Czytając go, przypomniało mi się wystąpienie Kena Robinsona na TED – http://www.youtube.com/watch?v=iG9CE55wbtY – który słusznie zauważył, że nieodzowną częścią działań o znamionach kreatywności (a innowacja z całą pewnością do takowych się zalicza) jest popełnianie błędów.
A to co “błędne”, jest przez społeczeństwo bardzo często piętnowane, więc od wczesnego dzieciństwa uczy się dzieci myśleć tak, by zniechęcać je do podejmowania tego typu działań.
W ostatecznym rozrachunku, dorośli ludzie wolą nie ryzykować, przez co stają się mniej kreatywni. Jest to w nas już wtedy tak głęboko zakorzenione, że naprawdę ciężko jest się takiego myślenia/nastawienia potem pozbyć
Dzięki wielkie! I dzięki wielkie za link do TEDa – jest rewelacyjny. Zresztą opinie podobne do tych Kena Robinsona są mocno dyskutowane na moim wydziale. Prof. Kees Overbeeke też uważa, że mania dyplomów promuje przeciętność a nie kreatywność. Żeby zdobyć dyplom, trzeba przecież zadowolić nauczycieli czy wykładowców a nie sprzeciwiać się ich opiniom – dlatego rzadko kto odważa się na bycie sobą i kształtowanie niezależnych osądów. Mnie samej (po przejściu przez całościowy system edukacyjny w Polsce) zajęło dobrych kilka lat pracy za granicą w tematyce UX, żeby odważać się zadawać nawet potencjalnie głupie pytania i żeby werbalizować nawet najbardziej trywialne pomysły – i często okazuję się, że pytanie nie jest takie głupie, a pomysł nie taki znowu trywialny. Ale, żeby dojść do takiego momentu trzeba się odważyć.
I, co chyba jeszcze ważniejsze (o cyzm zawsze wspomina Bill Buxton w swoich wykładach dla naszych studentów, na które zawsze się zakradam), to to, żeby nie brać do siebie krytyki. Bo krytyka pomysłu to nie krytyka osoby. Co więcej, jeśli ktoś krytykuje pomysł, to znaczy, że pomysł ten był na tyle inspirujący, że komuś się chce na jego temat wypowiadać. Pewnie, że krytyka boli, ale jak już przeżuje się zadrapania na własnym ego, to zwykle wychodzi na to, że uwagi krytyczne pozwalają na stworzenie lepszego rozwiązania.
P.S. A jeśli chciałbyś posłuchać i poczytać więcej o kreatywności i innowacji, to zapraszam do Radia Novum w radiownet, w którym razem z moim mężem piszę i rozmawiam o innowacji w Polsce i na świecie.
Część już zdążyłem przesłuchać – fajne tematy poruszacie :]
Wytrwałości życzę